sobota, 22 września 2012

Veggie Parade w Krakowie, 6.10.12

Korzystając z możliwości reklamuję poniższe wydarzenie. Zapraszam serdecznie w imieniu organizatorów!

Strona wydarzenia na FB.





Wegetarianie/nki i weganie/nki świata łączmy siły!:) 6 października (sobota) o godz. 14.00 pod Barbakanem w Krakowie rozpocznie się pierwszy w Polsce marsz wegetarian i wegan!

Przyjedź, zabierz swoich znajomych, możesz też zrobić transparent i wymyślić chwytliwe hasło promujące weganizm! Pokażmy światu, że jest nas dużo i że nasze indywidualne decyzje, nieraz niezrozumiane, wyśmiewane czy też pomniejszane przez otoczenie, mają duże znaczenie!

Veggie Parade to idea międzynarodowych marszów zrzeszających
wegan, wegetarian, witarian i sympatyków. Inicjatywa ta znana jest na całym świecie od wielu lat … teraz czas na Polskę!

Sucharki beskidzkie w wersji D.I.Y.

Dawno mnie nie było, ale to wszystko dlatego, że w moim kuchennym życiu bardzo niewiele się ciekawego dzieje. Ale zgodnie z obietnicą, jeśli już coś ciekawego się wydarzy daję znać.

Wczoraj odkryłam w sklepie za rogiem to:





i z nostalgią powspominałam czasy liceum, gdy mój kolega z równoległej klasy przynosił mi dziesiątki paczek wojskowych sucharów Su-2.
Ponieważ suchary w sklepie kosztują ok. 2 zł za 6 listków postanowiłam upiec własne.




SUCHARY KMINKOWE

1 szkl. mąki białej
1 szkl. mąki razowej
1/3 kostki margaryny bezmlecznej
1/3 torebki kminku
1/2 łyżeczki soli
szczypta cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
woda/mleko roślinne

Mieszamy suche składniki, dodajemy margarynę i rozcieramy ją z mąką aż stworzy suchą masę pełną grudek. Dolewamy ostrożnie po odrobinie wody lub mleka i wyrabiamy ciasto.
Ciasto nie może się kleić, ale też nie kruszyć. Gotowe rozwałkowujemy na cienkie placki ok 0,5 cm i kroimy w dowolne małe kształty. Pieczemy aż się lekko zarumienią.


Sucharki są pyszne i choć nie smakują oczywiście identycznie jak te wojskowe, ale kminek i wspomnienia robią swoje.

poniedziałek, 19 marca 2012

Benefitowy Tofu Atak na Dni Antyfrontexowe, 23.03

Zapraszam serdecznie na pyszną szamę w szczytnym celu, a mianowicie na organizację wydarzeń związanych z tegorocznymi Dniami Antyfrontexowymi.




"Dni Anty-Frontexowe: Powstrzymaj europejski apartheid!


W maju i czerwcu tego roku Warszawa stanie się sceną europejskiego apartheidu. W czasie, gdy kibice przybyli na Euro 2012 będą w międzynarodowej atmosferze świętować w powstałych specjalnie na tę okazję ogródkach piwnych w całym mieście, Frontex, ze swoją główną siedzibą w Warszawie (Rondo ONZ 1) będzie obchodzić 7 urodziny.
Z okazji zeszłorocznych urodzin agencja zorganizowała Europejski Dzień Straży Granicznej - mające służyć networkingowi wydarzenie z pokazami filmów i prezentacjami najnowszych technologii kontroli granic. W tym roku okazja jest wyjątkowa, gdyż Euro 2012 zmieni Warszawę w arenę segregacji i dyskryminacji, scenę przedstawiającą taktyki selekcji ludzi ze względu na ich wartość rynkową, nazywane przez europejskie władze kontrolą migracji.
Cóż innego jeśli nie zdolności konsumpcyjne czynią z tej spodziewanej fali 800,000 do miliona osób zwyczajną dużą grupę „przybyszów”, a nie groźny tajfun, który wywołał interwencję Frontexu na Lampedusie?
W świetle szowinizmu jaki prezentują europejskie władze w stosunku do ludzi zmuszonych do uchodźstwa, Euro 2012 ukazuje absurd nieudolnych praktyk dyktatorskich:
samozwańczy stróżowie demokracji pod płaszczykiem gier przemycają apartheid."

Więcej informacji na stronie: http://anti-frontex.noborder.org.pl/pl/home

sobota, 10 marca 2012

Tofu ryba i niemieckie ciasteczka

Na emigracji jak wiadomo dobrze się je, ciuszki trochę ciaśniejsze, ale trzymam formę,dzielnie nie dając się wszystkim pysznościom.
Szukając czegoś w Internecie googlując "niemieckie..." znalazłam całkiem niespodziewanie wegański (choć z niewegańskiego źródła) przepis na ciasteczka. Jest zupełnie banalny, a efekt niespodziewanie zadowalający. No i z Niemcami mają tyle wspólnego, co pierogi ruskie z Rosją.




NIEMIECKIE CIASTECZKA

1 kostka margaryny bezmlecznej
1 szkl. cukru (najlepiej pudru)
1 szkl. mąki ziemniaczanej
1 szkl. mąki pszennej
1-2 paczki cukru wanilinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
ok 1/4 szkl mleka roślinnego lub wody

Margarynę utrzeć z cukrem, sypką resztę wymieszać i dodać. Dodać mleko. Z ciasta formować kulki i układać na blasze wyłożonej papierem i rozpłaszczać widelcem.
Piec ok 20 min w 200'C.


Drugi przepis to wigilijne danie, które zrobiło furorę, ale jakoś zagubiło mi się zdjęcie.
Tofu o smaku smażonej ryby.



TOFU RYBA

tofu
nori
sól/sos sojowy

Tofu kroimy w plastry, nasączamy sosem sojowym, kładziemy na każdym plastrze płatek nori (większy niż tofu, bo jak się okazuje, kurczy się w czasie smażenia).
Smażymy na złoto.

Smakuje naprawdę PRAWIE jak ryba.

środa, 11 stycznia 2012

Bananowe szaleństwo

Ponieważ kontenerowych bananów jak zwykle jest za dużo, wynajdujemy dziesiątki sposobów na ich zastosowanie.
Ostatnio, poza klasycznymi lodami bananowymi (przepis tu) posłużyły np. jako sos do placuszków śniadaniowych , czyli po prostu zmiksowane z dodatkiem cynamonu.



PLACUSZKI ŚNIADANIOWE

mąka
mleko roślinne
proszek do pieczenia
olej do smażenia

Mąkę mieszamy z mlekiem do uzyskania właściwej konsystencji, dodajemy odrobinę proszku do pieczenia i smażymy.


Ciekawa rzecz z placuszkami jest taka, że oficjalnie nazywa się je Pfannkuchen czyli "patelniowe ciasto" i każdy ma osobną definicję tego jak powinny wyglądać. To akurat wersja berlińska.


Kolejny hit to ekskluzywny deser, który przygotowałam przy mojej turze robienia kolacji, czyli
borówki w sosie bananowym.

Przed



i po :)



Sos zrobiłam miksując banany ze śmietaną sojową, wanilią i cukrem i zalewając nim borówki.
Było pyszne ;)

niedziela, 1 stycznia 2012

Gniocchi i jarmuż

Nic by nie było w tym obiedzie szczególnego (przepis na taki jarmuż jest tu), gdyby nie to, że wszystko jest freegańskie. Zarówno paczka kluseczek gniocchi - czyli włoski odpowiednik kopytek, jak i jarmuż, który ostatnio pojawia się w ogromnych torbach, nie da się go przejeść i obecnie zajmuje większość zamrażarki.
Nazywa się też zabawnie : Grünkohl, czyli zielona kapusta.



Gotowe danie :)

niedziela, 23 października 2011

Kolorowo blokujemy



Ponieważ popieram w pełni inicjatywę Porozumienia 11 Listopada, zapraszam serdecznie na tegoroczną blokadę Marszu Niepodległości, próbującego przemalować się na marsz patriotów. Ja osobiście nie widzę niczego szczególnie dobrego w patriotyzmie per se, bo uważam, że samo pojęcie narodu jest żyzną glebą dla wszelkich tendencji dyskryminacyjnych. Niestety gdyby to był tylko marsz patriotów, którzy cieszą się z odzyskanej niepodległości, nie byłoby kłopotu, każdy/a ma prawo cieszyć się, czy być dumnym/ą z czego sobie życzy. Niestety marsz organizowany jest przez skrajnie prawicowe ugrupowania (i inne skrajne sedecznie zaprasza do współudziału), które w swoich programach mówią wprost o stworzeniu jednolitego, czystego państwa. Historia zna wiele przypadków tego typu. Niestety wciąż trzeba tłumaczyć, dlaczego chęć wprowadzenia w życie fundamenu ideowego pt. "Sprzeciw wobec narzucenia przez rządy panujące na terenie Unii Europejskiej i jej członków modelu społeczeństw multikulturowych, jako z gruntu fałszywego i niebezpiecznego" jest wystarczającym powodem do blokowania tychże "patriotów". A tych powodów jest dużo więcej.
Dlatego tłumaczę.
Nie pozwólcie, żeby inni myśleli za was. Wesprzyjcie blokadę 11.11 w Warszawie, albo dziś, w sieci.

http://www.11listopada.org/
http://www.facebook.com/pages/11listopadaorg/100447126686649?ref=ts

poniedziałek, 10 października 2011

kuchnia ekstremalnie miedzynarodowa

Odkąd jestem za Odrą nie miałam zbyt bliskiego kontaktu z tradycyjną kuchnią, która niestety nie jest zbyt wegańska, a wegańskie przysmaki zazwyczaj kupuje się tu gotowe. Mam na szczęście multikulti towarzystwo, co daje mieszankę serbsko-kurdyjsko-polsko-niemiecką. Oczywiście wegańską.
Na początek najprostsza na świecie zupa: zupełnie obłędne połączenie pomiodorów i ciecierzycy.




ZUPA POMIDOROWA CIECIORKOWA

puszka ciecierzycy (lub 1 szkl. ugotowanej)
koncentrat pomidorowy
sól, pieprz, oliwa z oliwek
ryż - oczywiście

Ciecierzycę namoczyć na parę godzin, w garnku rozrobić koncentrat pomidorowy z solą, pieprzem i oliwą, dodać ciecierzycę, zagotować. Podawać oczywiście z ryżem:)


Kolejną smaczną rzeczą jest makaron z sosem kontenerowego jogurtu sojowego i świeżymi ziołami z ogródka i czosnkiem.



MAKARON ZIOŁOWY

paczka makaronu
kubek jogurtu sojowego
zioła: mięta, oregano, bazylia
czosnek, pieprz, sól

Makaron wymieszać z jogurtem, ziołami i przyprawami.


Na zakończenie zapiekanka zupełnie zaskakująca: papryka faszerowana ziemniakami.




SERBSKIE PAPRYKI FASZEROWANE

kilka papryk
ok 1 kg ziemniaków
ok 1/2 cebuli
sól, pieprz, czosnek
olej

Ziemniaki i cebulę zetrzeć na tarce, podsmażyć, doprawić solą i pieprzem. Do masy dodać rozgnieciony czosnek. Papryki wydrążyć i nafaszerować masą ziemniaczaną. Resztę masy wyłożyć do brytfanki, na wierzch ułożyć papryki. Zapiekać aż ziemniaki będą gotowe.


Prijatno! ;)

piątek, 9 września 2011

Gute Reise!

Dziś mój pożegnalny potluck, skoro już i tak wyjeżdżam, może jeszcze zdążę zjeść coś w miłym towarzystwie, pewnie minie dużo czasu zanim wszystkich znów spotkam. Zatem dziś w menu poza tym, co każdy w swojej hojności przyniesie:




Tarta z brzoskwiniami



Ciasto karobowo - kokosowe

2 szkl. mąki
1 szkl. cukru
1/2 szkl. mączki karobowej
2 łyż. proszku do pieczenia
ok 1/2 szkl. oleju
ok 1/2 szkl. wiórków kokosowych (lub więcej, jeśli ktoś lubi)
ok 1 szkl. wody/mleka sojowego/kokosowego
inne dowolne składniki (rodzynki, suszone owoce, orzechy, pestki, itp)

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, piec w średniej temperaturze aż urośnie i będzie suche w środku (sprawdzić patyczkiem - to ciasto po prostu nie może nie wyjść).




Pasta z zielonej fasolki z dymką na ostro i czarno - czerwona potrawka z czarnego ryżu i czarnej fasolki z pomidorami.

Ponieważ przepisy są dość proste (część można znaleźć u mnie), a poza tym właściwie już muszę wychodzić i trochę się spieszę - nie zamieszczam. Na prośbę chętnie podam.

niedziela, 28 sierpnia 2011

Chleb i nowy blog

Tak jak obiecałam, zamieszczam odnośnik do mojego nowego bloga. Tam będę teraz wyrażać się wirtualnie, w bardziej osobistej formie, o innych niż gotowanie sprawach, ze zdjęciami, po angielsku. Mam nadzieję, że będzie również ciekawy, choć nie ukrywam, że piszę go trochę bardziej dla siebie niż robiłam to tutaj.

Ale żeby nie zawieść tych, którzy oczekują przepisów na jedzenie, zamieszczam przepis, którym głównie zajmuję się ostatnio w kuchni (poza makaronem ze szpinakiem). Otóż będąc w Lipsku u kumpeli dostałam od jej miłego współlokatora słoiczek zakwasu. W domu zawsze jest chleb, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma czas i ochotę go upiec. Zastanawiałam się, czy to się nie nudzi, ale po kilku tygodniach bycia w posiadaniu zakwasu mogę przyznać, że jest to szczególnie uzależniające.



Zatem chleb.

1 kg mąki żytniej razowej
1 kg mąki pszennej białej
sól
olej (niekoniecznie)
+ jakakolwiek inna mąka, płatki, pestki, orzechy lub cokolwiek lubicie

Na początek potrzebny jest zakwas. Nie próbowałam sama go robić, podobno jest to dość łatwe (zasada podobna jak przy produkcji zakwasu na żurek), ale dla pewności poszukałabym kogoś, kto już taki zakwas ma i poprosiła o odłożenie do słoiczka (wystarczy 1-2 łyżki stołowe).

Następnie zakwas mieszamy z ok 1 szkl. ciepłej wody i dodajemy tyle mąki żytniej żeby stworzyć masę o konsystencji gęstego kremu. Następnie odstawiamy ją do ukwaszenia na kilka godzin mieszając co jakiś czas (5-10 godzin, w zależności od temperatury powietrza, od mąki, czasem idzie to szybciej, czasem wolniej). Kiedy rozmnożony zakwas jest już kwaśny i fermentuje (pojawiają się bąbelki) odkładamy zapas (2-3 łyżki do słoiczka) i chowamy do lodówki.
Następnie dolewamy jeszcze ok filiżankę wody, 1-2 łyżki oleju i sól do smaku (lepiej dosolić więcej, wtedy po dodaniu reszty mąki smak będzie w sam raz). Mąki możemy dodać dowolną proporcję, w zależności od stosunku białej mąki do razowej i mąki do zakwasu wychodzą różne rodzaje chleba. Zakwasu nie powinno być mniej niż 1/2 całkowitej masy. Im więcej dodamy mąki, tym mniej chleb będzie kwaśny. Im więcej dodamy razowej, tym będzie cięższy i mniej pulchny. Wyrabiamy ciasto mieszając wszystkie składniki aż utworzą gładką, jednolitą masę. Formujemy bochenek i wkładamy go do natłuszczonej i wysypanej mąką foremki, lub kładziemy na blachę i przykrywamy ściereczką. Chleb rośnie zwykle ok 3-5 godzin, powinien conajmniej podwoić swoją objętość. Warto poczekać, bo później piecze się już "tylko" ok 45 - 60 minut.
Chleb na zdjęciu to ok:
1 szkl. zakwasu
2/3 szkl. mąki pszennej białej
1/2 szkl mąki pszennej razowej
1/2 szkl mąki żytniej razowej,
więc chleb jest mały i dość płaski.

Nie jest to z pewnością najbardziej profesjonalny sposób pieczenia, ale przypominam, że naprawdę niecierpię marnowania czasu, szczególnie jeśli nie jest to przyjemne marnotrastwo. Chleb zrobiony tą najprostszą metodą jest pyszny, zdrowy i tani - i o to mi jedynie chodzi. Jeśli lubicie celebrować gotowanie, są całe strony jak np. ta, gdzie można znaleźć inne, bardziej wysublimowane przepisy. Ja zdecydowanie od celebrowania gotowania wolę celebrowanie jedzenia.
Smacznego :)

środa, 27 lipca 2011

Zmiany (?) i pożegnanie :)

Ponieważ dawno mnie tu nie było, a przypuszczam, że są osoby, które w pewnym momencie czytały bloga regularnie poczuwam się do pewnych wyjaśnień.
Przez ostatnie 4 miesiące nie miałam aparatu, żeby móc uwiecznić nim na bieżąco przygotowane dania, tak, żeby zdążyć przed nieuchronnym ich zjedzeniam i przede wszystkim rzadko bywałam w kuchni na dłużej niż makaron z sosem albo kanapka z szybką pastą. Przez ten czas zaliczyłam 3 miesiące pracy na etat, przeprowadzkę (a właściwie dwie), kilka dalszych i bliższych podróży, kilka dużych projektów i dziesiątki innych, małych aktywności pochłaniających ogromne ilości czasu. Czas na szczęście jest bardzo rozciągliwy i ja umiem tę właściwość wykorzystywać, ale w pewnym momencie zauważyłam, że pomimo wszelkich starań, pędzenia z miejsca na miejsce lub bycia w kilku miejscach jednocześnie, sypiania po 4 godziny i nieustannego planowania "co następne?" brakuje czasu dla mnie. Tak jakbym ja robiła to wszystko, ale zapomniała, że poza moim działaniem jest jeszcze mój środek, ja właściwa, która potrzebuje trochę uwagi, spokoju i ... odpoczynku. Potrzebuje też zająć się trochę bardziej sobą, więcej czytać, więcej się uczyć, więcej słuchać siebie od środka, swoich emocji, obaw, pragnień i zachcianek. Posłuchałam też kilku mądrych rad od ludzi, którzy są aktywni dłużej niż ja wiem, że można być aktywną i postanowiłam zwolnić tempo. Jedno stwierdzenie szczególnie zapadło mi w pamięć : "Jeśli chcemy działać, powinniśmy myśleć o tym jako planie na najbliższe 40 lat. Lepiej działać mniej przez 40 niż dopuścić do tego, żeby wypalić się po pięciu". Postanowiłam zatem nie pozwolić się sobie wypalić za wszelką cenę. Mam w planach kilka fajnych projektów, część jest już w realizacji, a niektóre czekają na dobry moment, żeby się rozpocząć.
Ponadto wokół tyle jest zmian, nie wszystkie dotyczą mnie bezpośrednio, ale wiele z nich trochę mnie zainspirowało. Po pierwsze, kiedy zaczynałam pisać tego bloga, uważałam, że jest potrzebny jako czyste źródło praktycznej wiedzy, bez osobistych wstawek, miałam pomysł na blog pełen prostych, niewyszukanych przepisów dla każdego, zakładających gotowanie zdrowych i sycąch potraw z ogólnie dostępnych produktów. Obecnie blogów tego typu są dziesiątki. Oczywiście jest to wspaniałe, zawsze będę uważała kuchnię jako pierwsze pole propagowania weganizmu i jestem zachwycona tym, jak wiele ludzi zajęło się sianiem wegańskiej nowiny drogą wirtualną. Jest Was tak wiele, że czuję, że ja mogę to pole działań opuścić. Ponadto czuję, że moja koncepcja bloga przestała mnie zadowalać, potrzebuję miejsca bardziej różnorodnego, gdzie mogę podzielić się czymś więcej niż tylko kolejnym pomysłem na obiad. Uznałam, że przekształcanie bloga nie ma sensu, postanowiłam go więc zawiesić, możliwe, że na zawsze. Blog oczywiście zostaje, jest tu zgromadzone trochę materiału, z którego zawsze można skorzystać. Najprawdopodobniej nie będę go jednak kontynuować. Zastanowię się, czy będę zamieszczać tu przepisy, które zawsze gdzieś się przyplączą, (sądzę, że tam, dokąd się wybieram będę miała więcej czasu na gotowanie, ale też i na pisanie) czy może staną się one częścią nowego, bardziej osobistego i interdyscyplinarnego przedsięwzięcia.
Już wkrótce zamieszczę post do TEGO nowego bloga, który mam nadzieję pisać bardziej regularnie.
Tymczasem pozostawiam ten kawałek wirtualnej przestrzeni każdemu, kto będzie chciał z niego skorzystać, dziękuję wszystkim, którzy/re w tym czasie tę przestrzeń odwiedzili/ły, cieszę się, jeśli mogłam kiedykolwiek komuś pomóc lub chociaż zainspirować. Jeśli ktoś będzie bardzo tęsknić lub w razie jakichkolwiek pytań piszcie na maila! Obiecuję, że jeszcze wrócę ! :)

wtorek, 29 marca 2011

Pokaz Bold Native, zinowisko, benefit na UFĘ


Kolejna impreza, którą robimy, a którą należy zareklamować:

10.04 w kawiarni Czarny Punkt na Elbie o 18:00.

Zapraszamy serdecznie na pierwszy w Warszawie pokaz Bold Native, filmu fabularnego traktującego o wyzwoleniu zwierząt, różnych strategiach mogących do niego prowadzić, o powodach, dla których niektóre osoby ryzykują własną wolność dla wolności innych. Film nie jest jednak wyłącznie kanałem służącym przekazaniu pewnej ideologii, dotyczy również skomplikowanych stosunków międzyludzkich, stawia pytania o możliwość zmiany jednostki, szukania w sobie wyrozumiałości dla wyborów innych osób i niepostrzegania ich przez pryzmat własnych. Niezwykle bliski życia i niezmiernie ciekawy eksperyment, co więcej bardzo udany.

Pokaz filmu odbywa się w ramach imprezy benefitowej na UFĘ, wciąż bezdomnej ale niespuszczającej z tonu. Z tej okazji planowany jest istny wylew zinów (w tym premiera nowego distro!) dotyczących tematów zarówno prozwierzęcych, jak i feministyczno-queerowych. Co więcej będzie to unikalna okazja do nabycia wegańskich prezerwatyw (niestety w niewielkiej ilości, więc kto pierwszy, ta lepsza) i tym samym zagwarantowania, że seks będzie przyjemny dla wszystkich. Planowany jest też pierwszy rzut Mooncupów, kmwtw. :) Do tego jeszcze kupa innych nieprzewidzianych niespodzianek, o których sami jeszcze nie wiemy.

Dobra impreza nie obędzie się również bez wegańskiej szamki, którą zagwarantuje kolektyw kucharzy i kucharek z najwyższej półki. Jak zawsze w ofercie również kawa od Zapatystów i cola Jurajska.

Krótko mówiąc: nie możesz tego przegapić!

sobota, 26 marca 2011

Tofu Atak - benefit na sambę !!!

Ostatnio w związku z licznymi obowiązkami i dopinaniem na ostatnie guziki distro (info już wkrótce) mam zupełnie nie po drodze do kuchni, ale obiecuję, że jeszcze wrócę (chociaż nie mam pewności, czy ten blog jest komuś szczególnie pomocny czy potrzebny, co było drugim głównym powodem zawieszenia działalności).
Tymczasem reklama, trochę wprawdzie późno, ale zawsze.
Zapraszam na kolejny benefitowy Tofu Atak.
Tym razem na Elbie, tym razem na warszawską sambę ! Przyjdź, najedz się, to już jutro! Dzięki Tobie kupimy nowe bębny i będzie nas słychać jeszcze lepiej !!!

Love & rage !

środa, 23 lutego 2011

VoKu i koncert przeciwko przemocy wobec kobiet

W tym tygodniu wypada kolejne VoKu, jednak w związku z koncertem, na który robimy jedzenie będzie można u nas zjeść w sobotę na tym właśnie koncercie.
Impreza jest częścią cyklu "Nie znaczy Nie", jest to szereg wydarzeń w formie benefitu - pomocy i wsparcia działań na rzecz ofiar zgwałceń i nagłośnienia problemu przemocy wobec kobiet.
"Nie znaczy Nie" to również tytuł składanki CD, gdzie wystąpiło 25 polskich zespołów, które swoją twórczością wsparły sprzeciw względem przymusów na tle seksualnym lub wyraziły go piosenkami przygotowanymi specjalnie na tę okazję.
"Nie znaczy Nie" to nasz głos niezgody w sprawie nadużyć, gwałtów i presji....
Premiera płyty odbędzie się podczas koncertu.

Zagrają: Miraż, Candid, Life Scars, Translola i Delicje.
Ufa matronuje temu wydarzeniu.
Podczas imprezy będzie można zapoznać się i zaopatrzyć w literaturę tematu - księgarnia Feminoteka.
Dochód z imprezy i ze sprzedaży płyt "Nie znaczy Nie" wesprze działania Lubuskiego Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet BABA
http://www.baba.org.pl/

Zapraszamy serdecznie!

sobota, 19 lutego 2011

Szybkie makarony i sosy kontenerowe oraz kurczak

Tym razem całkiem zdrowo, tanio i szybko.
Jak wiadmomo, jedną z moich wielkich kulinarnych miłości od pierwszego wejrzenia jest od wczesnego dzieciństwa makaron. Pasuje do wszystkiego, smakuje ze wszystkim i wszystkim. No, prawie. Mój tata nie lubi makaronu. Ale to chyba jedyna osoba jaką znam, a jeśli sobie dobrze przypominam, z niemal każdym, kogo znam rozmawiałam choć raz o jedzeniu. Makaron jest najszybszy na obiad.

Sezon kontenerowy w pełni, udało nam się znaleźć kilka nowych, hojnych miejsc na freegańskie łowy, jest więc sos brokułowy i pesto z prawie świeżej bazylii.



SOS BROKUŁOWY

1 drzewko (?) brokuła
czosnek
sól, pieprz biały
zasmażka/śmietana sojowa

Brokuł tniemy na kawałeczki, zalewamy wrzątkiem do połowy wysokości w garnku (wiadomo, o co chodzi). Gotujemy pod przykryciem aż będzie miękki. Miksujemy, dodajemy przyprawy i zaprawiamy małą ilością zasmażki lub jeśli przypadkiem mamy w domu - śmietaną sojową.


Do sosu dodać można też sos serowy w proszku - napiszę o nim trochę na przekór temu, co opisałam w poprzednim poście. Sos w proszku dostałam w prezencie gwiazdkowym z zagranicy, nic mi nie wiadomo o tym żeby kiedykolwiek był widziany w Polsce. Ale jeśli Wy, lub ktoś znajomy będziecie za granicą, można się rozejrzeć. Nie jest specjalnie dobry z wodą, ale z mlekiem lub dosypany dla smaku jest ok. Choć smak sera raczej pozostaje w sferze wyobrażeń. Za to do listy obiecanych przepisów dopisuję przepis na ser mozzarella.

Pesto również nie należy do skomplikowanych. Około 2-3 pęczki bazylii miksuje się w pojemniczku do miksera z ok 1/4 szkl. oliwy i kilkoma ząbkami czosnku. Całość mieszamy z rozmrożonym szpinakiem i doprawiamy solą, pieprzem, ewentualnie dodajemy śmietanę sojową lub - co moim zdaniem smakuje najlepiej, tofu sałatkowe (feta). Wlewamy to do ugotowanego makaronu i gotowe.



Do odkryć dodam też kotlety sojowe o smaku kurczaka Orico, o których wiem stąd . Smakują jak mięso. Nie wiem, czy jak kurczak, z tego, co pamiętam chyba niespecjalnie, ale sa naprawdę pyszne. Do obiadu, czy burgerów po obtoczeniu w przyprawach, bułce i podsmażeniu są jak znalazł.

wtorek, 15 lutego 2011

Pasta jajeczna i tofucznica

W związku ze wzmożonymi ostatnio aktywnościami benefitowo - cateringowymi było mało czasu, ale dużo tofu. Tofu Attack udał się wyśmienicie, a jedną z past była właśnie pasta jajeczna.
Dla wszystkich, którzy z łezką w oku wspominają przedszkolny standard śniadaniowy oraz dla miłośników jajek, którzy bardzo tęsknią za siarkowym zapaszkiem, oto ratunek: czarna sól.

"Czarna sól (ind. Kala namak) to pozyskiwany z wulkanicznych minerałów (halitów) różowy proszek o wyraźnym jajecznym aromacie. Swój kolor oraz zapach zawdzięcza obecności związków siarki. Czarna sól składa się głównie z chlorku sodu z dodatkiem siarczanu sodu, siarczku żelaza i siarkowodoru. Pomimo, że siarkowodór jest toksyczny dla ludzi w w większych stężeniach, to jego niewielka zawartość w czarnej soli nie ma negatywnego wpływu na zdrowie. " (kuchnia.chinska.pl).
Wprawdzie moja sól jest wyraźnie szara, ale efekt jest cudowny.



PASTA JAJECZNA

1 kostka tofu
pęczek szczypiorku
pieprz
czarna sól
kurkuma

Szczypiorek siekamy, tofu rozgniatamy, mieszamy z resztą aż będzie wyglądać ładnie - UWAGA, czarna sól jest bardzo.. słona. Efekt jajeczny można uzyskać już przy małej ilości.


Czarną sól można kupić przez internet lub w większości sklepów ze zdrową żywnością. Nie jest droga i starcza na długo.

Ostatnio robiłam przegląd przepisów na blogu i doszłam do wniosku, że większość z nich jest albo mało zaskakująca, albo banalnie łatwa. W pierwszej chwili pomyślałam, że może przydałoby się trochę pokombinować, ale po chwili dotarło do mnie, że po pierwsze musiałabym robić to na siłę, bo zamieszczam to, co gotuję - nie gotuje specjalnie, żeby to zamieścić. Po drugie - po co. Ideą tego bloga jest to, żeby każdy, kto nigdy nie jadł wegańskich potraw mógł ugotować coś sam i nie zniechęcić się. Potrawy są proste, często zakładają możliwość ugotowania obiadu bez robienia zakupów w ogóle - korzystając z tego, co znajdzie się w lodówce, czy szafce z zapasami. Nie używam też drogich i jednocześnie trudno dostępnych składników i choć oczywiście nie wszystko, czego używam da się kupić w lokalnym Społemie (choć i one często zaskakują), staram się zawsze podać w miarę dostępne i najtańsze źródło. Ale co zrobić, nie lubię długiego grzebania w garach, a już szczególnie wielocyfrowych liczb na rachunkach. Poza tym, są dziesiątki blogów, gdzie można poczytać o pysznościach zrobionych ze składników, których nie można nabyć bez szczególnych przygotowań organizacyjnych i finansowych. U mnie można przeczytać wpis i pomyśleć "Rzeczywiście, można przecież zjeść coś takiego!".

Zatem, jeśli mamy tofu i potrzebujemy szybkiego, sycącego i odżywczego śniadania idealna jest tofucznica. Przepis, jak łatwo się domyślić - banalny.




TOFUCZNICA

1 kostka tofu
oliwa
dowolne przyprawy
dowolne warzywa : cebula, por, szczypiorek, pomidor, pieczarki, boczniaki lub co lubimy.

Podsmażyć tofu, dodać warzywa, podsmażyć jeszcze chwilę, doprawić
.

sobota, 5 lutego 2011

Obiecane oponki, czyli pączki z VoKu

Dla tych, co nie byli, niech żałują, ci, którym smakowało pozostały dobre wspomnienia, ale jest szansa, dla jednych i drugich, żeby zasmakować znów wspaniałych oponek prosto z gór.
Dzięki uprzejmości twórczyni tych wspaniałych ciasteczek i kolegi, który robił zdjęcia udostępniam przepis w wersji oryginalnej i oponki w cudownym świetle.

Ponadto wszelkiego rodzaju smażone, słodkie lub słone potrawy na bazie mąki i/lub ziemniaków są najlepszym lekarstwem na poprawienie humoru. Co więcej, podobno leczą nawet niegroźne urazy. W związku z dzisiejszym nabyciem takiego urazu podczas porannego treningu konieczność zastosowania natychmiastowej kuracji wzrosła.




OPONKI
"Skład:
drożdże (ja daje tak 1/2 opakowania)
szklanka mleka kokosowego
200 g planty lub odpowiednio tyle oleju
szklanka cukru
łyżeczka soli
łyżka octu jabłkowego
na początek 4,5 szklanki mąki, jak będzie potrzeba to dołożysz
2-3 łyżeczki mąki ziemniaczanej
opcjonalnie cukier waniliowy

1. drożdże rozpuszczasz w ciepłej wodzie, dodajesz łyżkę mąki i odrobinę cukru i odstawiasz żeby fermentowały.
2. w tym czasie podgrzewasz mleko kokosowe i rozpuszczasz w nim margarynę/ dodajesz olej i szklankę cukru.
3. gdy drożdże już wyrosną łączysz je z mleczną miksturą po czym dodajesz 2-3 łyżeczki mąki ziemniaczanej, ew. jakiś cukier waniliowy i ocet jabłkowy i stopniowo dodajesz mąkę.
4. wyrabiasz ciasto rozciągając je, żeby dostało się do środka jak najwięcej powietrza, gdy ma stałą konsystencję ale ciągle "leci przez palce" odstawiasz na godzinę w ciepłe miejsce.
5. po godzinie podsypujesz ciasto jeszcze mąką, tak żeby było bardziej zwarte ale wciąż puszyste, wałkujesz na grubość 2-3 cm i wycinasz oponkyyyyyyy :)
smażysz na oleju po 2,5 min na każdą ze stron, odsączasz z oleju u tadaaaam, zjadasz ze smakiem lecząc urazy :)"

czwartek, 3 lutego 2011

Sos na zimę

Może to trochę późno, ale chciałabym podziękować wszystkim obecnym na ostatnim VoKu za przybycie i tym samaym udział, kawiarnia pękała w szwach, a jedzenie skończyło się jeszcze przed przybyciem niektórych gości! Jeśli ta tendencja się utrzyma, będziemy musieli zwiększyć ilość porcji, co nie jest proste, bo wciąż się uczymy i eksperymentujemy z proporcjami. Cieszy mnie natomiast, że jedzenie jest na tyle smaczne, że pojawiają się prośby o podanie przepisów, obiecałam wrzucać je na bieżąco, ale tym razem ze względu na brak zdjęć, będzie coś innego. Obiecane na pewno uzupełnię.
Dziś mam do zaproponowania pastę/sos czosnkowy ze słonecznika, tak prosty jak się wydaje i zarazem skuteczne odmieni najbanalniejszy obiad.


SOS CZOSNKOWY

1 szkl pestek słonecznika - łuskanych
2-3 ząbki czosnku
zioła
sól/pieprz

Pestki wypłukać, namoczyć na noc, odlać część wody i miksować na gładką masę. Jeśli chcemy bardziej sos niż pastę- dodajemy wody z namaczania. Doprawiamy do smaku i nie uwierzycie, ale gotowe.


Sos nadaje się również jako dodatek do makaronu, warzyw, kanapek i ogólnie wszędzie tam, gdzie się zwykle uzywa sosów.
Na zdjęciu prezentuje się w towarzystwie kiełków - jak już kiedyś pisałam, warto się w nie zaopatrzyć, bo ratują zimowe ubytki witamin i wszelkiego dobra.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Bezcukrowo

Było już beztłuszczowo, teraz przyszła pora na cukier. Nie, nie martwcie się, wszystko ze mną w porządku, nadal słodzę kawę i czarną herbatę i nie zacznę się niedługo "oczyszczać". Przyszło mi za to do głowy, że można zrobić ciasto bez cukru, które będzie jednak smaczne i.. słodkie.

Nie jest oczywiście tajemnicą, że jabłka dzielą się na deserowe i takie do przetworów. Jest też tajemniczy składnik, czyli daktyle. Zatem:



TARTA BEZ CUKRU

ok. 1 kg jabłek deserowych
1/2 szkl. daktyli
2/3 szkl. rodzynek

Jabłka obrać, pokroić, podlać wodą i dusić, aż zaczną się rozpadać. Daktyle zalać pół szklanki wrzątku. Kiedy jabłka się rozgotują, zmiksować daktyle na masę, dodać do jabłek, dosypać rodzynki.

1 1/2 szkl. mąki
1 szkl. płatków owsianych
1 łyżeczka proszku do pieczenia (opcjonalnie)
2-3 łyżki oleju/oliwy
szczypta soli
ok 1/2 szkl.wody

Płatki zmiksować na sucho w pojemniku do blendera, dodać do mąki, dodać sól i oliwę, zagnieść nieklejące ciasto. Rozwałkować, wyłożyć nim nasmarowaną olejem formę, nakłuć widelcem, podpiec 10-15 min, wyłozyć farsz, piec kolejne 20 min.
Gotowe!

wtorek, 25 stycznia 2011

VolksKüche po Warszawsku



Pisałam już o tym wcześniej, ale dziś przypominam: w ten piątek, 28.01 odbędzie się kolejne VoKu na Elbie. Jesteśmy tam cyklicznie, co 2 tygodnie, w piątki od 19 do ok 23.
Współfunkcjonujemy z Elbową Kawiarnią, gdzie można napić się herbaty i Fair Trade'owej kawy i nie tylko. U nas można zjeść tani, pyszny, dwudaniowy wegański obiad z deserem. Poza tym można pogrzać się przy piecu, pogadać, posłuchać muzyczki i spotkać ze znajomymi.
Chcemy tworzyć alternatywę dla komercyjnych restauracji, promować ideę weganizmu i wspierać funkcjonowanie niezależnej przestrzeni jaką jest Elba. Jedzenie w miarę możliwości jest freegańskie. Cały dochód ze sprzedaży jedzenia przeznaczamy na wsparcie dla inicjatyw wolnościowych.



Zapraszamy serdecznie!