Dawno mnie nie było, ale to wszystko dlatego, że w moim kuchennym życiu bardzo niewiele się ciekawego dzieje. Ale zgodnie z obietnicą, jeśli już coś ciekawego się wydarzy daję znać.
Wczoraj odkryłam w sklepie za rogiem to:
i z nostalgią powspominałam czasy liceum, gdy mój kolega z równoległej klasy przynosił mi dziesiątki paczek wojskowych sucharów Su-2.
Ponieważ suchary w sklepie kosztują ok. 2 zł za 6 listków postanowiłam upiec własne.
SUCHARY KMINKOWE
1 szkl. mąki białej
1 szkl. mąki razowej
1/3 kostki margaryny bezmlecznej
1/3 torebki kminku
1/2 łyżeczki soli
szczypta cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
woda/mleko roślinne
Mieszamy suche składniki, dodajemy margarynę i rozcieramy ją z mąką aż stworzy suchą masę pełną grudek. Dolewamy ostrożnie po odrobinie wody lub mleka i wyrabiamy ciasto.
Ciasto nie może się kleić, ale też nie kruszyć. Gotowe rozwałkowujemy na cienkie placki ok 0,5 cm i kroimy w dowolne małe kształty. Pieczemy aż się lekko zarumienią.
Sucharki są pyszne i choć nie smakują oczywiście identycznie jak te wojskowe, ale kminek i wspomnienia robią swoje.
MENU
- babeczki (3)
- ciasta (5)
- ciastka (8)
- desery (3)
- DIY czyli "zrób to sam" (4)
- DIY czyli zrób to sam/a (1)
- freeganizm (4)
- freeganizn (1)
- kosmetyki (1)
- kulebiak (1)
- naleśniki (4)
- napoje (1)
- obiady (20)
- pasty (5)
- pierogi (2)
- sałatki (2)
- słone wypieki (7)
- sosy (1)
- śniadania/kolacje (15)
- wigilia (1)
- wydarzenia (4)
- zapiekanki (2)
- zupy (2)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słone wypieki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słone wypieki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 września 2012
niedziela, 28 sierpnia 2011
Chleb i nowy blog
Tak jak obiecałam, zamieszczam odnośnik do mojego nowego bloga. Tam będę teraz wyrażać się wirtualnie, w bardziej osobistej formie, o innych niż gotowanie sprawach, ze zdjęciami, po angielsku. Mam nadzieję, że będzie również ciekawy, choć nie ukrywam, że piszę go trochę bardziej dla siebie niż robiłam to tutaj.
Ale żeby nie zawieść tych, którzy oczekują przepisów na jedzenie, zamieszczam przepis, którym głównie zajmuję się ostatnio w kuchni (poza makaronem ze szpinakiem). Otóż będąc w Lipsku u kumpeli dostałam od jej miłego współlokatora słoiczek zakwasu. W domu zawsze jest chleb, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma czas i ochotę go upiec. Zastanawiałam się, czy to się nie nudzi, ale po kilku tygodniach bycia w posiadaniu zakwasu mogę przyznać, że jest to szczególnie uzależniające.

Zatem chleb.
1 kg mąki żytniej razowej
1 kg mąki pszennej białej
sól
olej (niekoniecznie)
+ jakakolwiek inna mąka, płatki, pestki, orzechy lub cokolwiek lubicie
Na początek potrzebny jest zakwas. Nie próbowałam sama go robić, podobno jest to dość łatwe (zasada podobna jak przy produkcji zakwasu na żurek), ale dla pewności poszukałabym kogoś, kto już taki zakwas ma i poprosiła o odłożenie do słoiczka (wystarczy 1-2 łyżki stołowe).
Następnie zakwas mieszamy z ok 1 szkl. ciepłej wody i dodajemy tyle mąki żytniej żeby stworzyć masę o konsystencji gęstego kremu. Następnie odstawiamy ją do ukwaszenia na kilka godzin mieszając co jakiś czas (5-10 godzin, w zależności od temperatury powietrza, od mąki, czasem idzie to szybciej, czasem wolniej). Kiedy rozmnożony zakwas jest już kwaśny i fermentuje (pojawiają się bąbelki) odkładamy zapas (2-3 łyżki do słoiczka) i chowamy do lodówki.
Następnie dolewamy jeszcze ok filiżankę wody, 1-2 łyżki oleju i sól do smaku (lepiej dosolić więcej, wtedy po dodaniu reszty mąki smak będzie w sam raz). Mąki możemy dodać dowolną proporcję, w zależności od stosunku białej mąki do razowej i mąki do zakwasu wychodzą różne rodzaje chleba. Zakwasu nie powinno być mniej niż 1/2 całkowitej masy. Im więcej dodamy mąki, tym mniej chleb będzie kwaśny. Im więcej dodamy razowej, tym będzie cięższy i mniej pulchny. Wyrabiamy ciasto mieszając wszystkie składniki aż utworzą gładką, jednolitą masę. Formujemy bochenek i wkładamy go do natłuszczonej i wysypanej mąką foremki, lub kładziemy na blachę i przykrywamy ściereczką. Chleb rośnie zwykle ok 3-5 godzin, powinien conajmniej podwoić swoją objętość. Warto poczekać, bo później piecze się już "tylko" ok 45 - 60 minut.
Chleb na zdjęciu to ok:
1 szkl. zakwasu
2/3 szkl. mąki pszennej białej
1/2 szkl mąki pszennej razowej
1/2 szkl mąki żytniej razowej,
więc chleb jest mały i dość płaski.
Nie jest to z pewnością najbardziej profesjonalny sposób pieczenia, ale przypominam, że naprawdę niecierpię marnowania czasu, szczególnie jeśli nie jest to przyjemne marnotrastwo. Chleb zrobiony tą najprostszą metodą jest pyszny, zdrowy i tani - i o to mi jedynie chodzi. Jeśli lubicie celebrować gotowanie, są całe strony jak np. ta, gdzie można znaleźć inne, bardziej wysublimowane przepisy. Ja zdecydowanie od celebrowania gotowania wolę celebrowanie jedzenia.
Smacznego :)
Ale żeby nie zawieść tych, którzy oczekują przepisów na jedzenie, zamieszczam przepis, którym głównie zajmuję się ostatnio w kuchni (poza makaronem ze szpinakiem). Otóż będąc w Lipsku u kumpeli dostałam od jej miłego współlokatora słoiczek zakwasu. W domu zawsze jest chleb, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma czas i ochotę go upiec. Zastanawiałam się, czy to się nie nudzi, ale po kilku tygodniach bycia w posiadaniu zakwasu mogę przyznać, że jest to szczególnie uzależniające.
Zatem chleb.
1 kg mąki żytniej razowej
1 kg mąki pszennej białej
sól
olej (niekoniecznie)
+ jakakolwiek inna mąka, płatki, pestki, orzechy lub cokolwiek lubicie
Na początek potrzebny jest zakwas. Nie próbowałam sama go robić, podobno jest to dość łatwe (zasada podobna jak przy produkcji zakwasu na żurek), ale dla pewności poszukałabym kogoś, kto już taki zakwas ma i poprosiła o odłożenie do słoiczka (wystarczy 1-2 łyżki stołowe).
Następnie zakwas mieszamy z ok 1 szkl. ciepłej wody i dodajemy tyle mąki żytniej żeby stworzyć masę o konsystencji gęstego kremu. Następnie odstawiamy ją do ukwaszenia na kilka godzin mieszając co jakiś czas (5-10 godzin, w zależności od temperatury powietrza, od mąki, czasem idzie to szybciej, czasem wolniej). Kiedy rozmnożony zakwas jest już kwaśny i fermentuje (pojawiają się bąbelki) odkładamy zapas (2-3 łyżki do słoiczka) i chowamy do lodówki.
Następnie dolewamy jeszcze ok filiżankę wody, 1-2 łyżki oleju i sól do smaku (lepiej dosolić więcej, wtedy po dodaniu reszty mąki smak będzie w sam raz). Mąki możemy dodać dowolną proporcję, w zależności od stosunku białej mąki do razowej i mąki do zakwasu wychodzą różne rodzaje chleba. Zakwasu nie powinno być mniej niż 1/2 całkowitej masy. Im więcej dodamy mąki, tym mniej chleb będzie kwaśny. Im więcej dodamy razowej, tym będzie cięższy i mniej pulchny. Wyrabiamy ciasto mieszając wszystkie składniki aż utworzą gładką, jednolitą masę. Formujemy bochenek i wkładamy go do natłuszczonej i wysypanej mąką foremki, lub kładziemy na blachę i przykrywamy ściereczką. Chleb rośnie zwykle ok 3-5 godzin, powinien conajmniej podwoić swoją objętość. Warto poczekać, bo później piecze się już "tylko" ok 45 - 60 minut.
Chleb na zdjęciu to ok:
1 szkl. zakwasu
2/3 szkl. mąki pszennej białej
1/2 szkl mąki pszennej razowej
1/2 szkl mąki żytniej razowej,
więc chleb jest mały i dość płaski.
Nie jest to z pewnością najbardziej profesjonalny sposób pieczenia, ale przypominam, że naprawdę niecierpię marnowania czasu, szczególnie jeśli nie jest to przyjemne marnotrastwo. Chleb zrobiony tą najprostszą metodą jest pyszny, zdrowy i tani - i o to mi jedynie chodzi. Jeśli lubicie celebrować gotowanie, są całe strony jak np. ta, gdzie można znaleźć inne, bardziej wysublimowane przepisy. Ja zdecydowanie od celebrowania gotowania wolę celebrowanie jedzenia.
Smacznego :)
wtorek, 25 stycznia 2011
Zimowe pierogi
Za oknem śnieg prószy w najlepsze, nie za zimno i nie za mokro - taką zimę uwielbiam. Szczególnie odkąd mam nowe, ciepłe, wegańskie, nieprzemakające buty. A na zimę wyśmienitą potrawą (jedną z mojej pierwszej piątki) są pierogi.
Pierogi jak wiadomo każdy lubi - podkreślam - KAŻDY. Chyba, że są jakieś wyjątki. Ja osobiście nie znam. Szaleją za nimi i rodacy i wszyscy cudzoziemcy jakich dotąd spotkałam. Kłopot z nimi jest taki, że cudownie je jeść, ale niekoniecznie miło się je robi, bo nie zawsze się chce, a jednak to zajmuje dużo czasu. Jest na to sposób, który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie i czeka na realizację, czyli impreza pierogowa : zapraszasz przyjaciół, kupujesz dużo mąki, prosisz każdego, żeby przyniósł swój ulibiony farsz i razem przygotowujecie ucztę.
Są też trudności techniczne, bo to albo nie wiadomo jak zrobić ciasto, żeby się nie rozpadało, a dało łatwo rozwałkować, albo nie wiadomo ile farszu, jak lepić, jak gotować itd. Już raz zamieszczałam wprawdzie wpis o pierogach tu , proponuję nadal ten przepis na ciasto jako najlepszy jeśli chodzi o pierogi gotowane. Inna, moim zdaniem najciekawsza wersja pierogów, to te z soczewicą. Są sycące i łatwe w zrobieniu. Oto przepis na farsz:

PIEROGI Z SOCZEWICĄ
2 szklanki soczewicy (najlepiej zielonej/brązowej)
2-3 cebule
sól, pieprz
Cebulę posiekac drobno i podsmażyć na brąz. Jeśli ktoś nie lubi, to niech będzie chociaż na jasny brąz. Soczewicę ugotować na miękko, mozna dosolić pod koniec gotowania, najlepiej już po wyłączeniu najlepiej tak, żeby się rozpadała. UWAGA! Nie odlewać całej wody i w żadnym wypadku nie płukać! Najlepiej zlać ją do szklanki i w razie potrzeby (a zapewne taka zajdzie) dolać. Bez wody z gotowania po zmiksowaniu wychodzą koszmarne trociny bez smaku - stosuję zresztą tę zasadę do wszystkch past ze strączków. Zmiksować, doprawić i dodać cebulę. Ważne, żeby wszystko było gładkie i spójne, łatwiej się wtedy nakłada.
Technikę lepienia przedstawię może innym razem, bo nie ukrywam, że nie jest to oczywiste, szczególnie dla kogoś, kto nie ma wprawy, ale zawsze można poradzić sobie widelcem albo specjalną maszynką do wycinania-sklejania. Pierogi gotujemy parę minut po wypłynięciu, im grubsze ciasto tym dłużej.
Jest natomiast prostszy sposób - pierogi pieczone z ciasta drożdżowego.
Przepis na ciasto drożdżowe jest taki jak zwykle. Farsz też nie należy do trudnych, choć to oczywiście tylko przykład, możecie włożyć do nich cokolwiek. Poniżej zdjęcie pieczonych lepionych tradycyjną metodą.

FARSZ SZPINAKOWY Z SOCZEWICĄ
1 szkl. soczewicy
1 paczka szpinaku
2-3 ząbki czosnku
sól, pieprz, pieprz biały
2 łyżki oleju
1 łyżka mąki
Szpinak rozmrażać na malutkim gazie, soczewicę ugotować na miękko. Na małej patelni rozgrzać olej z mąką, podsmażyć chwilę, dodać do rozmrożonego szpinaku, dokładnie wymieszać. Ugotowaną soczewicę odcedzić (UWAGA, tym razem odcedzamy, bo wyszłoby za mokro) i dodać do szpinaku. Doprawić.
Ciasto drożdżowe wyrobić, wałkować na placki grubości ok 1/2 cm i wycinać kwadraty lub trójkąty.
A potem :
Nakładamy farsz ..
Następnie sklejamy najpierw dwa..
a potem kolejne dwa boki.

Pieczemy do zarumienienia. Są wyśmienite i łatwe do transportu.
Pierogi jak wiadomo każdy lubi - podkreślam - KAŻDY. Chyba, że są jakieś wyjątki. Ja osobiście nie znam. Szaleją za nimi i rodacy i wszyscy cudzoziemcy jakich dotąd spotkałam. Kłopot z nimi jest taki, że cudownie je jeść, ale niekoniecznie miło się je robi, bo nie zawsze się chce, a jednak to zajmuje dużo czasu. Jest na to sposób, który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie i czeka na realizację, czyli impreza pierogowa : zapraszasz przyjaciół, kupujesz dużo mąki, prosisz każdego, żeby przyniósł swój ulibiony farsz i razem przygotowujecie ucztę.
Są też trudności techniczne, bo to albo nie wiadomo jak zrobić ciasto, żeby się nie rozpadało, a dało łatwo rozwałkować, albo nie wiadomo ile farszu, jak lepić, jak gotować itd. Już raz zamieszczałam wprawdzie wpis o pierogach tu , proponuję nadal ten przepis na ciasto jako najlepszy jeśli chodzi o pierogi gotowane. Inna, moim zdaniem najciekawsza wersja pierogów, to te z soczewicą. Są sycące i łatwe w zrobieniu. Oto przepis na farsz:

PIEROGI Z SOCZEWICĄ
2 szklanki soczewicy (najlepiej zielonej/brązowej)
2-3 cebule
sól, pieprz
Cebulę posiekac drobno i podsmażyć na brąz. Jeśli ktoś nie lubi, to niech będzie chociaż na jasny brąz. Soczewicę ugotować na miękko, mozna dosolić pod koniec gotowania, najlepiej już po wyłączeniu najlepiej tak, żeby się rozpadała. UWAGA! Nie odlewać całej wody i w żadnym wypadku nie płukać! Najlepiej zlać ją do szklanki i w razie potrzeby (a zapewne taka zajdzie) dolać. Bez wody z gotowania po zmiksowaniu wychodzą koszmarne trociny bez smaku - stosuję zresztą tę zasadę do wszystkch past ze strączków. Zmiksować, doprawić i dodać cebulę. Ważne, żeby wszystko było gładkie i spójne, łatwiej się wtedy nakłada.
Technikę lepienia przedstawię może innym razem, bo nie ukrywam, że nie jest to oczywiste, szczególnie dla kogoś, kto nie ma wprawy, ale zawsze można poradzić sobie widelcem albo specjalną maszynką do wycinania-sklejania. Pierogi gotujemy parę minut po wypłynięciu, im grubsze ciasto tym dłużej.
Jest natomiast prostszy sposób - pierogi pieczone z ciasta drożdżowego.
Przepis na ciasto drożdżowe jest taki jak zwykle. Farsz też nie należy do trudnych, choć to oczywiście tylko przykład, możecie włożyć do nich cokolwiek. Poniżej zdjęcie pieczonych lepionych tradycyjną metodą.

FARSZ SZPINAKOWY Z SOCZEWICĄ
1 szkl. soczewicy
1 paczka szpinaku
2-3 ząbki czosnku
sól, pieprz, pieprz biały
2 łyżki oleju
1 łyżka mąki
Szpinak rozmrażać na malutkim gazie, soczewicę ugotować na miękko. Na małej patelni rozgrzać olej z mąką, podsmażyć chwilę, dodać do rozmrożonego szpinaku, dokładnie wymieszać. Ugotowaną soczewicę odcedzić (UWAGA, tym razem odcedzamy, bo wyszłoby za mokro) i dodać do szpinaku. Doprawić.
Ciasto drożdżowe wyrobić, wałkować na placki grubości ok 1/2 cm i wycinać kwadraty lub trójkąty.
A potem :
Nakładamy farsz ..Następnie sklejamy najpierw dwa..
a potem kolejne dwa boki.
Pieczemy do zarumienienia. Są wyśmienite i łatwe do transportu.
czwartek, 9 grudnia 2010
Podpłomyki dobre na wszystko
Postanowiłam jednak zamieścić ten przepis, a raczej pomysł na potrawę. Jak się okazało, nie wszyscy wcale ją znają, a naprawdę warto. Podpłomyki są genialnym rozwiązaniem na podróż, są lepsze od kanapek, nie wysychają, nie psują się i można je długo przechowywać (kilka dni w podróżnych warunkach). Ponadto są dobre zamiast chleba, kiedy mamy ochotę coś zjeść, a sklepy są już zamknięte. Sprawdzają się również idealnie jako dodatek do filmów :) No i ogólnie sprawdzają się w każdej sytuacji. A największą ich zaletą jest to, że każdy może zrobić je na swój własny sposób.

PODPŁOMYKI
mąka - dowolna ilość
oliwa - odrobinę
+ według uznania:
płatki zbożowe, zmielone pestki/nasiona, sól, pieprz, czosnek granulowany, kminek i wszelkie inne, dowolne przyprawy.
Wszystko razem mieszamy, dodajemy taką ilość wody, żeby wyrobione ciasto nie kleiło się i odrywając kawałeczki formujemy z nich płaskie placuszki. Wszystkie składniki powinny być rozdrobnione, to pozwala uniknąć odpadania kawałków, które przypalają się później na patelni. Polecam użycie wałka do ciasta, dzięki któremu oszczędzamy 80% czasu. Chyba, że mamy wielu kucharzy, wtedy każdy idzie umyć ręce i rozdajemy im kawałki ciasta, z których lepią jak najbardziej płaskie podpłomyki. Uformowane kładziemy na suchą, gorącą patelnię i pieczemy aż się nie zarumienią. Dla usprawnienia można użyć 2 patelni.
Smacznego!
PODPŁOMYKI
mąka - dowolna ilość
oliwa - odrobinę
+ według uznania:
płatki zbożowe, zmielone pestki/nasiona, sól, pieprz, czosnek granulowany, kminek i wszelkie inne, dowolne przyprawy.
Wszystko razem mieszamy, dodajemy taką ilość wody, żeby wyrobione ciasto nie kleiło się i odrywając kawałeczki formujemy z nich płaskie placuszki. Wszystkie składniki powinny być rozdrobnione, to pozwala uniknąć odpadania kawałków, które przypalają się później na patelni. Polecam użycie wałka do ciasta, dzięki któremu oszczędzamy 80% czasu. Chyba, że mamy wielu kucharzy, wtedy każdy idzie umyć ręce i rozdajemy im kawałki ciasta, z których lepią jak najbardziej płaskie podpłomyki. Uformowane kładziemy na suchą, gorącą patelnię i pieczemy aż się nie zarumienią. Dla usprawnienia można użyć 2 patelni.
Smacznego!
środa, 17 listopada 2010
Dzień pieczenia : pizza i znów babeczki
Nie wiadomo dlaczego, ale przyszedł właśnie taki dzień. Pizza chodziła już za mną od dłuższego czasu, ale dostawa wegańskiego sera (z Evergreen, smakuje podobnie jak zwierzęcy, choć konsystencja jest inna, ale ogólnie wywołuje bardzo pozytywne wrażenie) skłoniła mnie do działania. 
Przepis jest banalny i wychodzi właściwie zawsze, o ile nie ułoży się na wierzch zbyt wielu mokrych warzyw. Niestety piekarnik gazowy, z którym obecnie współpracuję wymaga nieco więcej zaangażowania i efekt nie druzgotał kubeczków smakowych, ale eksperyment zdecydowanie się udał.

PIZZA
Ciasto:
2 szkl. mąki białej
1 szkl. mąki razowej
2 łyżeczki soli
3/4 szkl. ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1/4 paczuszki drożdży
Sos:
1 słoiczek koncentratu pomidorowego
2-3 ząbki czosnku
sól, pieprz
zioła
+ cebula, oliwki, pomidory, papryka, tofu, pieczarki i co kto lubi oraz SER!
Ciasto przygotować jak w przepisie na kulebiak, po wyrośnięciu starcza na grubą warstwę na całej blasze. Przygotowanym sosem posmarować całą powierzchnię, wyłożyć dowolne warzywa, piec aż warzywa będą miękkie (chyba, że, jak w przypadku mojej okropnej gazówy - aż zacznie się przypalać spód ;)
Babeczki nie schodzą z tapety, tym razem dzielę się przepisem przywiezionym z Poznania i moim własnym z Portugalską zajawką na Farinhe Alfarrobę, czyli karob, czyli mączkę chleba świętojańskiego.
BABECZKI LAWENDOWE
Ciasto jak z podstawowego przepisu na babeczki, dosypujemy ok 2-3 łyżek kwiatów lawendy (dostępnych w sklepie zielarskim) i pieczemy jak inne.
Efekt jest cudowny. Fascynację lawendą przywiozłam z Prowansji, gdzie w lawendowym sklepie można kupić 120 produktów z lawendy od mydełka poprzez kosmetyki, olejki, bibeloty wszelkiego rodzaju po maskotki nią wypełnione oraz skasować sobie wegański licznik na lawendowych biszkopcikach.

BABECZKI KAROBOWE Z KOKOSEM
Do przepisu podstawowego ok 3-4 łyżki karobu i tyle samo wiórków kokosowych.
Mączka chleba świętojańskiego/karob to proszek uzyskany z nasion drzewa karobowego, lekko słodkawy, zabarwia potrawy na bardzo ciemny brąz, ma właściwości zagęszczające, używany jako zamiennik kakao ze względu na niską kaloryczność i niealergiczność. Dla mnie smakuje obłędnie, kojarzy mi się z budyniem czekoladowym, smak jest delikatny i .... trochę uzależniający.
W Portugalii dobrze znany i lubiany, sypią go do mleka jako kakao, do ciast i deserów. Wspaniałe odkrycie, które na stałe włączę do karty dań.
Smacznego!
Przepis jest banalny i wychodzi właściwie zawsze, o ile nie ułoży się na wierzch zbyt wielu mokrych warzyw. Niestety piekarnik gazowy, z którym obecnie współpracuję wymaga nieco więcej zaangażowania i efekt nie druzgotał kubeczków smakowych, ale eksperyment zdecydowanie się udał.
PIZZA
Ciasto:
2 szkl. mąki białej
1 szkl. mąki razowej
2 łyżeczki soli
3/4 szkl. ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1/4 paczuszki drożdży
Sos:
1 słoiczek koncentratu pomidorowego
2-3 ząbki czosnku
sól, pieprz
zioła
+ cebula, oliwki, pomidory, papryka, tofu, pieczarki i co kto lubi oraz SER!
Ciasto przygotować jak w przepisie na kulebiak, po wyrośnięciu starcza na grubą warstwę na całej blasze. Przygotowanym sosem posmarować całą powierzchnię, wyłożyć dowolne warzywa, piec aż warzywa będą miękkie (chyba, że, jak w przypadku mojej okropnej gazówy - aż zacznie się przypalać spód ;)
Babeczki nie schodzą z tapety, tym razem dzielę się przepisem przywiezionym z Poznania i moim własnym z Portugalską zajawką na Farinhe Alfarrobę, czyli karob, czyli mączkę chleba świętojańskiego.
BABECZKI LAWENDOWE
Ciasto jak z podstawowego przepisu na babeczki, dosypujemy ok 2-3 łyżek kwiatów lawendy (dostępnych w sklepie zielarskim) i pieczemy jak inne.
Efekt jest cudowny. Fascynację lawendą przywiozłam z Prowansji, gdzie w lawendowym sklepie można kupić 120 produktów z lawendy od mydełka poprzez kosmetyki, olejki, bibeloty wszelkiego rodzaju po maskotki nią wypełnione oraz skasować sobie wegański licznik na lawendowych biszkopcikach.
BABECZKI KAROBOWE Z KOKOSEM
Do przepisu podstawowego ok 3-4 łyżki karobu i tyle samo wiórków kokosowych.
Mączka chleba świętojańskiego/karob to proszek uzyskany z nasion drzewa karobowego, lekko słodkawy, zabarwia potrawy na bardzo ciemny brąz, ma właściwości zagęszczające, używany jako zamiennik kakao ze względu na niską kaloryczność i niealergiczność. Dla mnie smakuje obłędnie, kojarzy mi się z budyniem czekoladowym, smak jest delikatny i .... trochę uzależniający.W Portugalii dobrze znany i lubiany, sypią go do mleka jako kakao, do ciast i deserów. Wspaniałe odkrycie, które na stałe włączę do karty dań.
Smacznego!
czwartek, 4 listopada 2010
Do trzech razy sztuka :)
Prawie pół roku temu obiecałam reaktywować bloga, na obietnicy się niestety zakończyło, z różnych względów, których nie ma sensu przytaczać. Mimo tego, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Różnicą bedzie na pewno jakość zdjęć, za co z góry przepraszam, nie mam już niestety dostępu do dobrego sprzętu. Plusem jest za to większa ilość czasu, która, mam nadzieję, przełoży się na chęci. Postanowiłam pozostać przy formule "zwykłych" dań, zależy mi na tym, żeby zbiór był jak najobszerniejszy, ale też żeby każdy mógł skorzystać z tych przepisów nie zniechęcając się.
Dziś w menu: placek drożdżowy z grzybami oraz owsianka z lodami.
Ponieważ sezon na grzyby dopiero się zakończył, każdy z Was ma na pewno pełno ususzonych/zamrożonych/zakonserwowanych grzybów, lub ma do nich dostęp poprzez znajomych grzybiarzy (którzy na pewno chętnie podzielą się zbiorami). O zaletach grzybów można mowić długo, ale główną (poza smakiem) jest ich dostępność-zupełnie za darmo. Placek z grzybami jest tani i sycący, przy odrobinie uwagi i wprawy - łatwy w przygotowaniu.

PLACEK Z GRZYBAMI
Ciasto:
2 1/2 szkl. mąki białej
1/2 szkl. mąki razowej
1 szkl wody
1 łyżeczka soli
1/4 paczki drożdży
3 łyżki oleju
Farsz:
2-3 cebule
ok 2 szkl. ugotowanych grzybów
sól, pieprz, oliwa
Ciasto przygotować tak jak w przepisie na kulebiak (patrz- spis treści). Kiedy będzie rosło, podsmażyć posiekaną cebulę i dodać grzyby, dusić razem ok 15 min. Ciasto rozwałkować i 2/3 wyłożyć na nasmarowaną olejem i posypaną mąką blachę, podpiec 5-6 min, wyłożyć farsz, przykryć rozwałkowaną resztą. Piec w ok 180 - 200 'C przez 30-40 min. sprawdzając co jakiś czas.
Jak wiadomo, lubię wszystko, co darmowe, ale grzyby nie są jedynym rodzajem darmowego jedzenia, jakie można zdobyć. W założeniach antykonsumpcyjnego stylu życia jaki gorąco polecam każdemu, ważnym punktem jest idea "dumpster divingu", czyli wydobywania i wykorzystywania jedzenia znalezionego na śmietniku. Wielkie i mniejsze supermarkety oraz wszelkiego rodzaju bazary warzywne codziennie pozbywają się ogromnych ilości jedzenia, które właśnie straciło datę ważności lub po prostu nie jest już dostatecznie piękne i świeże, żeby zadowolić rozkapryszonego klienta. Taka żywność, niejednokrotnie zapakowana, nadaje się do spożycia często tylko po dokładniejszym umyciu, czasem trzeba odkroić brzydsze, nadpsute fragmenty,ale czy nie robimy tego często i w domu, gotując obiad z "przeglądu lodówki"? Przy odrobinie szczęścia można znaleźć dosłownie wszystko (od warzyw i owoców, poprzez pieczywo, soki i dużo więcej). Pomysł jedzenia ze śmietnika może z początku wydawać się w najlepszym wypadku kontrowersyjny, a w najgorszym nie do przyjęcia, jest to jednak niewyobrażalne tylko do czasu pierwszej udanej wyprawy. Przejdź się na najbliższy bazar tuż przed zamknięciem albo zerknij na tyły pobliskiego supermarketu. Weź ze sobą towarzystwo, czasem ciężko jest się przełamać, gdy robi się to pierwszy raz. Na zachętę : zdobycze zebrane z jednego z warszawskich bazarów :) Powodzenia!

Na potwierdzenie moich słów, poniżej przepis na proste, sycące i satysfakcjonujące śniadanie/kolację, która wypełniała nam regularnie brzuszki podczas wakacji nad Renem (w tamtejszych śmietnikach wybór jest oczywiście dużo większy, włączając w to nawet musli, nie wspominając o bananach w ogromnych ilościach, a nawet ananasach). Jedyne utrudnienie, to konieczna obecność blendera z zamykanym pojemnikiem do miksowania.

OWSIANKA Z LODAMI
1 1/2 szkl. mleka roślinnego
2/3 szkl. musli
2-3 zamrożone banany
Musli zalać szklanką mleka, gotować kilka minut. Banany pokroić na kawałki, włozyć do miksera, zalać resztą mleka, zmiksować na gładką masę. Lody wyłożyć na gorącą owsiankę. Efekt powalający:)
Podobne lody można wykonać również z innych, właściwie dowolnych owoców. Smacznego!
Dziś w menu: placek drożdżowy z grzybami oraz owsianka z lodami.
Ponieważ sezon na grzyby dopiero się zakończył, każdy z Was ma na pewno pełno ususzonych/zamrożonych/zakonserwowanych grzybów, lub ma do nich dostęp poprzez znajomych grzybiarzy (którzy na pewno chętnie podzielą się zbiorami). O zaletach grzybów można mowić długo, ale główną (poza smakiem) jest ich dostępność-zupełnie za darmo. Placek z grzybami jest tani i sycący, przy odrobinie uwagi i wprawy - łatwy w przygotowaniu.

PLACEK Z GRZYBAMI
Ciasto:
2 1/2 szkl. mąki białej
1/2 szkl. mąki razowej
1 szkl wody
1 łyżeczka soli
1/4 paczki drożdży
3 łyżki oleju
Farsz:
2-3 cebule
ok 2 szkl. ugotowanych grzybów
sól, pieprz, oliwa
Ciasto przygotować tak jak w przepisie na kulebiak (patrz- spis treści). Kiedy będzie rosło, podsmażyć posiekaną cebulę i dodać grzyby, dusić razem ok 15 min. Ciasto rozwałkować i 2/3 wyłożyć na nasmarowaną olejem i posypaną mąką blachę, podpiec 5-6 min, wyłożyć farsz, przykryć rozwałkowaną resztą. Piec w ok 180 - 200 'C przez 30-40 min. sprawdzając co jakiś czas.
Jak wiadomo, lubię wszystko, co darmowe, ale grzyby nie są jedynym rodzajem darmowego jedzenia, jakie można zdobyć. W założeniach antykonsumpcyjnego stylu życia jaki gorąco polecam każdemu, ważnym punktem jest idea "dumpster divingu", czyli wydobywania i wykorzystywania jedzenia znalezionego na śmietniku. Wielkie i mniejsze supermarkety oraz wszelkiego rodzaju bazary warzywne codziennie pozbywają się ogromnych ilości jedzenia, które właśnie straciło datę ważności lub po prostu nie jest już dostatecznie piękne i świeże, żeby zadowolić rozkapryszonego klienta. Taka żywność, niejednokrotnie zapakowana, nadaje się do spożycia często tylko po dokładniejszym umyciu, czasem trzeba odkroić brzydsze, nadpsute fragmenty,ale czy nie robimy tego często i w domu, gotując obiad z "przeglądu lodówki"? Przy odrobinie szczęścia można znaleźć dosłownie wszystko (od warzyw i owoców, poprzez pieczywo, soki i dużo więcej). Pomysł jedzenia ze śmietnika może z początku wydawać się w najlepszym wypadku kontrowersyjny, a w najgorszym nie do przyjęcia, jest to jednak niewyobrażalne tylko do czasu pierwszej udanej wyprawy. Przejdź się na najbliższy bazar tuż przed zamknięciem albo zerknij na tyły pobliskiego supermarketu. Weź ze sobą towarzystwo, czasem ciężko jest się przełamać, gdy robi się to pierwszy raz. Na zachętę : zdobycze zebrane z jednego z warszawskich bazarów :) Powodzenia!

Na potwierdzenie moich słów, poniżej przepis na proste, sycące i satysfakcjonujące śniadanie/kolację, która wypełniała nam regularnie brzuszki podczas wakacji nad Renem (w tamtejszych śmietnikach wybór jest oczywiście dużo większy, włączając w to nawet musli, nie wspominając o bananach w ogromnych ilościach, a nawet ananasach). Jedyne utrudnienie, to konieczna obecność blendera z zamykanym pojemnikiem do miksowania.

OWSIANKA Z LODAMI
1 1/2 szkl. mleka roślinnego
2/3 szkl. musli
2-3 zamrożone banany
Musli zalać szklanką mleka, gotować kilka minut. Banany pokroić na kawałki, włozyć do miksera, zalać resztą mleka, zmiksować na gładką masę. Lody wyłożyć na gorącą owsiankę. Efekt powalający:)
Podobne lody można wykonać również z innych, właściwie dowolnych owoców. Smacznego!
Etykiety:
desery,
freeganizm,
obiady,
słone wypieki,
śniadania/kolacje
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Nowy Rok ! Po Gwiazdce i 25 urodzinach.
Wracam po dość długiej przerwie i od razu tłumaczę się bajzlem przed i po-świątecznym, w domu w pracy i w ogóle. Zaczynam więc od noworocznych życzeń samego szczęścia i jasnych stron życia w kolejnym roku zbliżającym nas do końca świata. Ambitny plan zaprezentowania całej wegańskiej wigilii porzuciłam na rzecz wybrania kilku potraw, które nie powtarzają się jak echo. No bo kto nie jadł w te święta np. barszczu z uszkami, czy tofu a'la ryba po grecku? ;)
Na początek tort, który był gościem honorowym na moich 25 urodzinach, zaraz obok wegańskiej pizzy. Jest boski. W sam raz na podsumowanie mojego ćwierćwiecza. Jeszcze 5 lat do trzydziestki!
Przepis pochodzi z Puszki, lekko zmodyfikowany.

TORT CZEKOLADOWO - BANANOWY
biszkopt:
1,5-2 szklanek mąki
2 łyżki sztucznego miodu
2-3 łyżki cukru
8 łyżek mleka sojowego
50 g margaryny
1 łyżeczka sody
Wszystkie składniki oprócz mąki rozpuścić razem, lekko ostudzić (TYLKO NA TYLE, ŻEBY NIE PARZYŁO RĄK). Wlać to do mąki rozmieszanej z sodą (uważać! dać najpierw 1,5, a potem dodawać po trochu resztę w miarę potrzeby) i zagnieść miękkie elastyczne ciasto.
Rozwałkować cieniuteńko i wycinać krążki wielkości spodu tortownicy. Ponakłuwać widelcem. Piec krótko na jasnozłoty kolor.
Poza tym:
1 budyń czekoladowy
kakao
1 dojrzały banan
ok 2,5 szkl mleka sojowego
Jako masę zrobiłam budyń czekoladowy na mleku sojowym, dodałam trochę kakao. Upieczone placki "biszkoptowe" nasączyć (1/2 szkl wody, 1 cukier wanilinowy, 2-3 łyżki wódki/lub nie, w wersji sXe ;), czyli polewać tym roztworem przy pomocy łyżki, ale nie za bardzo,zeby nie rozmiękło.
Wyszły 3 biszkopty, więc też 3 warstwy budyniu. Na każdą kładziemy cienkie plasterki banana. Wierzch dodatkowo posypałam kakao. Wstawić na parę godzin do lodówki, żeby się "przegryzło".
A oto wybrane, moim zdaniem ciekawsze potrawy z wigilijnego i świątecznego stołu. W końcu zupę grzybową, czy postną kapustę to już chyba każdy umie.
KULEBIAK Z KAPUSTĄ
ciasto:
1,5 szkl mąki białej
1 szkl mąki razowej
łyżka drożdży
łyżka oliwy
łyżeczka soli
szczypta cukru
Do miski wlać ok 2/3 szkl ciepłej wody i oliwę, rozkruszyć drożdże, dodać sól, cukier, wymieszać. Dodać mąki i zagnieść jednolite ciasto. Odstawić na pół godz. w ciepłe miejsce (może być koło kaloryfera lub gotujących się garnków),przykryć ściereczką.
farsz:
1/2 średniej główki kapusty włoskiej
1 średni por
5-6 pieczarek
sól, pieprz grubo mielony
łyżka mąki
2 łyżki oliwy
Pora i pieczarki pokrocić drobno, podsmażyć, podlać odrobiną wody, dodać poszatkowaną jak najdrobniej kapustę. Całość dusić aż zmięknie, doprawić, na koniec zagęścic zasmażką - nie może być zbyt mokry!
Ciasto rozwałkować na mniej więcej prostokątny placek grubości ok. 0,5 cm.
Wyłożyć farsz i zwinąć w rulon zalepiając stopniowo brzegi. Posmarować oliwą po wierzchu i piec ok 45 min w temp 180-200'C.

CIASTO NA PIEROGI
Ciasto na pierogi pochodzi z Vegavani i jest najlepszym ciastem jakie jadłam. Jest bazą do wielu potraw, można dowolnie zmieniać proporcje mąki (z razową, gryczaną, kukurydzianą itp). Można oczywiście zrobić go mniej, z tej ilości wyszło duużo uszek i w sam raz pierogów.
"Mąka-1kg.
Olej-2łyżki.
Sól-1łyżka
Gorąca woda 500ml.
Porcja na ok 80 pierogów
Do miski wsypujemy mąkę dodajemy sól i olej. Rozcieramy ręką lub łyżką, żeby olej dokładnie wymieszał się z mąką. Dolewamy bardzo gorącą, dopiero co gotowaną wodę i mieszamy za pomocą łyżki. Dopiero po chwili można zacząć wyrabiać ciasto ręcznie. Zagniatamy je do otrzymania plastycznego, miękkiego ciasta. Czasem do wyrobienia potrzeba minimalnie więcej wody niż 0,5l, zależy to od mąki. Ciasto przykrywamy ściereczką i zabieramy się za lepienie pierogów."
KLUSKI Z MAKIEM
Kluski robi się z ciasta na pierogi. Można zrobić je wcześniej i ususzyc na tacy, a potem przechowac w pojemniczku, aż będa potrzebne.
Ciasto jak na pierogi rozwałkować cienko, pociąć na paski ok 2 cm. Ugotować, dodać zmielony z cukrem mak, orzechy, rodzynki, migdały i co tam kto lubi. Ja dodatkowo dodałam sojowej śmietanki i kluski były hitem wigilii.

KAPUSTA Z CIECIERZYCĄ
1/2 kg kapusty kwaszonej
1/2 szl ciecierzycy
garść suszonych grzybów
1 łyżka mąki+2 łyżki oleju = zasmażka
sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie
Ciecierzycę namoczyć na noc, ugotować. Kapustę pokroić, gotować do miękkości z zielem i listkiem. Grzyby pokruszyć i ugotować osobno. Odcedzić, wodę po gotowaniu można zużyc do innej potrawy.
Wszystkie składniki połączyć, dodać zasmażkę, doprawić. Uwaga! Ta potrawa również musi się "przegryźć" conajmniej parę godzin.
KOTLETY JĘCZMIENNE
1 szkl. kaszy jęczmiennej (nie pęczaku!)
1 duża cebula
2-3 garście płatków owsianych
suszone grzyby
sucha bułka
sól, pieprz
Kaszę ugotować na gęsto razem z grzybami, do gorącej dosypać płatki odstawić do napęcznienia. Podsmażyć drobno posiekaną cebulę, namoczoną i odciśniętą bułkę. Doprawić, wymieszać i smażyć małe kotlety.
Kotlety wystąpiły w roli smażonej ryby w towarzystwie ziemniaków i surówki z czerwonej kapusty.

Lista postanowień noworocznych nie przekroczyła dziesięciu pozycji, więc jako jeszcze jedną dodam aktualizowanie bloga co najmniej 2 razy w miesiącu!
Na początek tort, który był gościem honorowym na moich 25 urodzinach, zaraz obok wegańskiej pizzy. Jest boski. W sam raz na podsumowanie mojego ćwierćwiecza. Jeszcze 5 lat do trzydziestki!
Przepis pochodzi z Puszki, lekko zmodyfikowany.

TORT CZEKOLADOWO - BANANOWY
biszkopt:
1,5-2 szklanek mąki
2 łyżki sztucznego miodu
2-3 łyżki cukru
8 łyżek mleka sojowego
50 g margaryny
1 łyżeczka sody
Wszystkie składniki oprócz mąki rozpuścić razem, lekko ostudzić (TYLKO NA TYLE, ŻEBY NIE PARZYŁO RĄK). Wlać to do mąki rozmieszanej z sodą (uważać! dać najpierw 1,5, a potem dodawać po trochu resztę w miarę potrzeby) i zagnieść miękkie elastyczne ciasto.
Rozwałkować cieniuteńko i wycinać krążki wielkości spodu tortownicy. Ponakłuwać widelcem. Piec krótko na jasnozłoty kolor.
Poza tym:
1 budyń czekoladowy
kakao
1 dojrzały banan
ok 2,5 szkl mleka sojowego
Jako masę zrobiłam budyń czekoladowy na mleku sojowym, dodałam trochę kakao. Upieczone placki "biszkoptowe" nasączyć (1/2 szkl wody, 1 cukier wanilinowy, 2-3 łyżki wódki/lub nie, w wersji sXe ;), czyli polewać tym roztworem przy pomocy łyżki, ale nie za bardzo,zeby nie rozmiękło.
Wyszły 3 biszkopty, więc też 3 warstwy budyniu. Na każdą kładziemy cienkie plasterki banana. Wierzch dodatkowo posypałam kakao. Wstawić na parę godzin do lodówki, żeby się "przegryzło".
A oto wybrane, moim zdaniem ciekawsze potrawy z wigilijnego i świątecznego stołu. W końcu zupę grzybową, czy postną kapustę to już chyba każdy umie.
KULEBIAK Z KAPUSTĄ
ciasto:
1,5 szkl mąki białej
1 szkl mąki razowej
łyżka drożdży
łyżka oliwy
łyżeczka soli
szczypta cukru
Do miski wlać ok 2/3 szkl ciepłej wody i oliwę, rozkruszyć drożdże, dodać sól, cukier, wymieszać. Dodać mąki i zagnieść jednolite ciasto. Odstawić na pół godz. w ciepłe miejsce (może być koło kaloryfera lub gotujących się garnków),przykryć ściereczką.
farsz:
1/2 średniej główki kapusty włoskiej
1 średni por
5-6 pieczarek
sól, pieprz grubo mielony
łyżka mąki
2 łyżki oliwy
Pora i pieczarki pokrocić drobno, podsmażyć, podlać odrobiną wody, dodać poszatkowaną jak najdrobniej kapustę. Całość dusić aż zmięknie, doprawić, na koniec zagęścic zasmażką - nie może być zbyt mokry!
Ciasto rozwałkować na mniej więcej prostokątny placek grubości ok. 0,5 cm.
Wyłożyć farsz i zwinąć w rulon zalepiając stopniowo brzegi. Posmarować oliwą po wierzchu i piec ok 45 min w temp 180-200'C.

CIASTO NA PIEROGI
Ciasto na pierogi pochodzi z Vegavani i jest najlepszym ciastem jakie jadłam. Jest bazą do wielu potraw, można dowolnie zmieniać proporcje mąki (z razową, gryczaną, kukurydzianą itp). Można oczywiście zrobić go mniej, z tej ilości wyszło duużo uszek i w sam raz pierogów.
"Mąka-1kg.
Olej-2łyżki.
Sól-1łyżka
Gorąca woda 500ml.
Porcja na ok 80 pierogów
Do miski wsypujemy mąkę dodajemy sól i olej. Rozcieramy ręką lub łyżką, żeby olej dokładnie wymieszał się z mąką. Dolewamy bardzo gorącą, dopiero co gotowaną wodę i mieszamy za pomocą łyżki. Dopiero po chwili można zacząć wyrabiać ciasto ręcznie. Zagniatamy je do otrzymania plastycznego, miękkiego ciasta. Czasem do wyrobienia potrzeba minimalnie więcej wody niż 0,5l, zależy to od mąki. Ciasto przykrywamy ściereczką i zabieramy się za lepienie pierogów."
KLUSKI Z MAKIEM
Kluski robi się z ciasta na pierogi. Można zrobić je wcześniej i ususzyc na tacy, a potem przechowac w pojemniczku, aż będa potrzebne.
Ciasto jak na pierogi rozwałkować cienko, pociąć na paski ok 2 cm. Ugotować, dodać zmielony z cukrem mak, orzechy, rodzynki, migdały i co tam kto lubi. Ja dodatkowo dodałam sojowej śmietanki i kluski były hitem wigilii.

KAPUSTA Z CIECIERZYCĄ
1/2 kg kapusty kwaszonej
1/2 szl ciecierzycy
garść suszonych grzybów
1 łyżka mąki+2 łyżki oleju = zasmażka
sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie
Ciecierzycę namoczyć na noc, ugotować. Kapustę pokroić, gotować do miękkości z zielem i listkiem. Grzyby pokruszyć i ugotować osobno. Odcedzić, wodę po gotowaniu można zużyc do innej potrawy.
Wszystkie składniki połączyć, dodać zasmażkę, doprawić. Uwaga! Ta potrawa również musi się "przegryźć" conajmniej parę godzin.

KOTLETY JĘCZMIENNE
1 szkl. kaszy jęczmiennej (nie pęczaku!)
1 duża cebula
2-3 garście płatków owsianych
suszone grzyby
sucha bułka
sól, pieprz
Kaszę ugotować na gęsto razem z grzybami, do gorącej dosypać płatki odstawić do napęcznienia. Podsmażyć drobno posiekaną cebulę, namoczoną i odciśniętą bułkę. Doprawić, wymieszać i smażyć małe kotlety.
Kotlety wystąpiły w roli smażonej ryby w towarzystwie ziemniaków i surówki z czerwonej kapusty.

Lista postanowień noworocznych nie przekroczyła dziesięciu pozycji, więc jako jeszcze jedną dodam aktualizowanie bloga co najmniej 2 razy w miesiącu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)